Sztuka Wolności XII: Marsz ku Wolności

Sztuka Wolności Felieton propagujący teksty kultury, których twórcy, świadomie bądź nie, odwołują się do wartości bliskich libertarianom i/lub obiektywistom. Autor nie reprezentuje oficjalnego stanowiska portalu ani samego obiektywizmu, a sam felieton ma stosunkowo lekki i nienaukowy charakter.


 

Muzyka – Wisdom „Marching for Liberty”

Wisdom to węgierski zespół rozpoznawalny na europejskiej scenie power-metalowej. Ich album z 2013 roku jest zatytułowany „Marching for Liberty”, a więc rzućmy okiem na ich twórczość.

Ich pierwszy hit – Live Forevermore  traktuje o heroicznym humaniźmie, prowadzeniu narodu do światłości, bardzo prawilnie, ale dopiero Marsz ku Wolności pokazuje power-metalowe pazury. Dłuższy, symfoniczny, epicki utwór stworzony z pomocą Fabio Leone (wokalisty z jednego z najbardziej łacińskich zespołów na świecie Rhapsody of Fire), będący pieśnią korwinistów do swego przywódcy, pozwalający wczuć się w moment wolnościowej kontrrewolucji. Według mnie to jeden z najlepszych (na pewno top-100) utworów muzycznych jakie powstały, niedościgniony ideał współczesnego europejskiego Power Metalu. Problem z tym zespołem jest taki, że nagrali tylko jeden utwór tej skali. Późniejszy Rise of the Wise, mimo że również traktuje o rewolucji przeciw tyranii, nie zbliża się do poziomu poprzednika.

„Marching for the future, freedom for us all
All we want is peace and justice even if we fall
Marching for the future last chance to be free
We are stronger than we’ve ever been”

 

Muzyka – Metallica

Jedyny moment w karierze muzycznej jednego z najbardziej znanych zespołów metalowych na świecie – Metallici – w którym nastąpił delikatny przebłysk wartości leżących u aksjologicznych fundamentów gatunku muzycznego, jaki zespół ten grał od lat 80., a nastąpił on w 1991 na „Czarnym Albumie” („Metallica”).

Wąż na okładce jest związany z utworem „Don’t Tread on Me”, który nawiązuje do Rewolucji Amerykańskiej. Lepszym muzycznie utworem jest jednak „Wherever I May Roam” o życiu z perspektywy (zapożyczając terminologię od Nietzschego) „wolnego ducha”, który w tym przypadku podkreśla swoje naturalne („anywhere”) prawo do wolności słowa. Czy byłoby tego więcej albo klarowniej, gdyby nie strach przed ujawnianiem swoich poglądów, by nie zniszczyć sobie kariery, tak jak to było w przypadku chociażby Running Wild [#]? Tego się nie dowiemy, ale dla zainteresowanych problemem ukrywania swoich poglądów przez prawych artystów mogę polecić tę rozmowę Stefana Molyneuxa z muzykiem jazzowym.

Z ciekawostek historycznych – w wywiadzie dla Joe Rogan’a James Hetfield z Metallici wspominał swój koncert w Moskwie z 1991 roku, podczas upadania bloku wschodniego. Mówił, że po tym, jak zespół zagrał kilka utworów, milicjanci obstawiający widowisko zaczęli ściągać mundury i tańczyć razem z ponad milionowym tłumem: „Podziwialiśmy transformację zamkniętego społeczeństwa do wolności, tuż przed nami”. Podczas bankructwa materialnego i duchowego wschodniej kurtyny otworzyło się okno możliwości, które zaczęli wykorzystywać artyści z zachodu [#]. Pierwszym prawicowym artystą z zachodu, o jakim mi wiadomo, który zagrał większy koncert w Związku Radzieckim, był Yngwie J. Malmsteen, w Leningradzie w 1989 roku. Jednymi z pierwszych zachodnich artystów, którzy grali w ZSRR były zespoły hard rockowe i metalowe (Uriah Heep ’87, Scorpions ’88, Malmsteen ’89), a jednym z pierwszych zespołów, jaki zagrał trasę koncertową w bloku wschodnim (choć z wyłączeniem samego ZSRR), byli Iron Maiden w 1984. [#]

 

Muzyka – Scorpions „Wind of Change”

Będąc przy upadku bloku wschodniego i muzyce, nie można nie wymienić Wiatru Zmian, który na romantyczny, balladowy sposób gloryfikuje zmiany świadomościowe i systemowe, jakie następowały na świecie na przełomie lat 80.–90., poczynając od upadku Muru Berlińskiego. Pobyt zespołu za kurtyną i widok nadciągającego końca zbrodniczego systemu zainspirował Scorpionsów do stworzenia tego utworu.

 

Muzyka – Grave Digger „Paid in Blood”

Grave Digger omawiałem już wcześniej na łamach felietonu. Tu chcę tylko pokazać utwór, który wtedy omyłkowo pominąłem. Traktuje o Pierwszej Szkockiej Rewolucji o Niepodległość w latach 1296–1328. Mimo że opowiada o przegranej bitwie Williama Wallace’a pod Falkirk, to bezkompromisowo wyznaje zasadę „Liberty or death!”. Temat narodowej niepodległości od imperiów jest ostatnio nośny, ale Szkocja w przeciwieństwie do Katalonii miała dużo bardziej rozwiniętą sferę „bardów wolności”, w których znalazły się nawet takie światowe zespoły jak Grave Digger czy (brytyjski!) Iron Maiden [#].

„They will never take our freedom
They will never take our pride
We will fight up to the victory
Day by day and side by side”

 

Muzyka – Hatsune Miku „Secret Police”

Nie spodziewałem się, że w felietonie pojawi się śpiewający japoński hologram (vocaloid). Nigdy nie byłem fanem Hatsune Miku, ale pierwsza lampka szacunku zapaliła mi się przy utworze Senbonzakura, który wychwala westernizację Japonii i pacyfizm (ideologiczną transformację kraju po II Wojnie Światowej). Jakkolwiek nie odbiega to od mojego gustu muzycznego, to nie mogę się nie wzruszyć popularnością tego utworu, porównując jego treść do zepsutego ducha Japonii przed amerykańską okupacją. Ale to za mało dla Sztuki Wolności (szczególnie, że Senzonzakura nie odrzuca nacjonalizmu)… natomiast Secret Police traktuje już o państwie policyjnym, służbach specjalnych, nowoczesnym faszyźmie, a tekst wygląda jakby prędzej napisał go George Orwell czy David Icke niż przeciętny Japończyk.

 

Serial – „John Adams”

Siedmioodcinkowy miniserial polityczny wyprodukowany przez HBO i wydany w 2008 roku. Jest szczególnie wyróżniany pod względem wysoce profesjonalnej gry aktorskiej, oddającej ducha przedstawianych czasów. I te czasy są tym, co nas w Johnie Adamsie najbardziej interesuje. Rewolucja Amerykańska przedstawiona z perspektywy tytułowej postaci (federalisty), zdrada ideałów wolności przez stworzenie rządu oraz pojawiający się od czasu do czasu libertariański Thomas Jefferson.

 

Film – „To Kill a King”

Kolejny kąsek w tematyce kina politycznego. Mało znany film historyczny z 2003 roku ukazujący czasy Angielskiej Wojny Domowej, dojście do władzy i rządy Olivera Cromwella. To Kill a King świetnie ukazuje korupcję duszy, jaką niesie za sobą pierścień władzy, oto jak pierwotnie liberalna rewolucja oparta na antymonarchistycznych ideach Johna Miltona przerodziła się w… monarchistyczną tyranię.

 

Film – „The Patriot”

Dla odmiany następny film, który prezentuję, ma mniej wspólnego z historyczną dokładnością, mimo że (jak John Adams) również dzieje się w czasach Wojny o Niepodległość. The Patriot z 2000 roku jest wysokobudżetowym, przesyconym hollywodzką akcją (jak również hollywoodzką fikcją) przedstawieniem bohaterskich zmagań amerykańskich rewolucjonistów. Jest przesycony „amerykańskością”, ale rozumianą w sposób pozytywny, tak jak postrzegała ją Ayn Rand – postawienie wolności na piedestale, prawość, cnotliwość, heroizm jednostki w realizacji obiektywnych wartości i w walce ze złem. Główny bohater, będący emanacją idei „idealnego Amerykanina”, podczas dyskusji o sensie republikańskiej rewolucji odrzekł, że nie ma różnicy pomiędzy „jednym tyranem oddalonym o 3000 mil, od 3000 tyranów oddalonych o 1 milę”. Nie jest to kino historyczne, ale w zamian dostajemy emocjonujący i pełny akcji pokaz idei.

 

Film – „Equilibrium”

Equilibrium z 2002 roku jest gorszym, młodszym bratem omawianej już na łamach Sztuki Wolności trylogii Matrix. Sceny walki mogą wydawać się nawet nieudaną parodią tych z Matrixa, ale odstawmy formę na bok. Akcja filmu dzieje się w dystopicznej przyszłości, w której totalitaryzm nie tylko wygrał, ale ustanowił stabilną i (wydawać by się mogło) perfekcyjną kontrolę nad ludzkością. Emocje są zwalczane, system kontroli jest potężny i w swojej masie i w swojej efektywności – mając do dyspozycji weberowskich „urzędników idealnych”, wykonujących polecenia państwa bez żadnego sprzeciwu, bez krytycznego myślenia i bez żadnych wyrzutów sumienia – jak roboty (czy „maszyny”, nawiązując do weberowskich analogii, czy „golemy/miniony” nawiązując do alchemii). Jednym z takich „order followers” jest główny protagonista, co więcej: jest na pozycji elitarnej, bardzo wysoko w hierarchii władzy. I tu dochodzimy do sedna fabuły – w Librii (świecie przedstawionym) jest za późno na jakąkolwiek możliwość wyzwolenia ludzkości oddolnie. Wszelki opór jest bezcelowym odciąganiem nieuniknionego zamanifestowania Państwa Platona w swojej czystej, perfekcyjnej postaci. Jednakże nadal pozostaje nadzieja, że ktoś z aparatu władzy, szczególnie ktoś wyżej postawiony, mający szersze możliwości działania w pełni kontrolowanym świecie, zbuntuje się przeciwko antyludzkiemu systemowi.
Film ten w ogóle nie zbliża się do poziomu Matrixa czy tematycznie podobnej serii Deus Ex [1][2], ale nie mogę odmówić mu trzymania widza w napięciu i przedstawiania słusznych wartości.

 


Chcesz wspomóc felieton? Znasz jakieś libertariańskie/obiektywistyczne dzieło? Możesz poinformować w komentarzu o jego istnieniu. Może wolnościową powieść sci-fi/fantasy? Możesz ją opisać/polecić/zredagować w komentarzu (bądź wysłać tekst na profil obiektywizm.pl), aby dać sobie szansę na opublikowanie twojej notki, pod twoim nazwiskiem. Akceptuję również recenzje i komentarze do dzieł, które gościły już na łamach Sztuki Wolności oraz krótkie teksty publicystyczne dotyczące tematów filozofii sztuki lub marszu przez kulturę.

Adam Danisz

Libertariański anarchomonarchista. Miłośnik obiektywizmu, heavy metalu, nauk politycznych, prawilnej sztuki oraz ASE.

Więcej tekstów

Może spodoba Ci się również...