Nietzsche – wielki filozof?

Nietzsche był ponadprzeciętny, ale był też ponadprzeciętnym zjebem. Jeżeli już na wstępie rozjuszyłem Twoje ego, to możemy przejść do właściwej oceny na podstawie lektury „Tako rzecze Zaratustra”.

Książka pełna alegorii, o wymiarze proroczym, poetyckim. Bardziej przypomina traktat teologiczny, niż filozoficzny. Swoista biblia, w której Nietzsche przekazuje swoje objawienia. Przez to męcząca dla ludzi na pewnym poziomie świadomości. Co mam na myśli? No najlepiej to zobrazuje sam Nietzsche, swoją metaforą o wielbłądzie, lwie i dziecku.Człowiek, by stać się nadczłowiekiem, musi przejść przez 3 fazy. Najpierw jest się wielbłądem. Pokraką, obciążaną garbami i bagażami ale zadowoloną ze swojego stanu, bo boi się odpowiedzialności za swoje życie. Wielbłąd jest mentalnym niewolnikiem (w najlepszym przypadku tylko mentalnym) napełnionym wiedzą i moralnością z zewnątrz. Stanowi to częściowo triumf umarłych nad żywymi, bo to ich wiedza jest „narzucana” i praktykowana. W każdym razie – gdy garbaty uda się na „pustynię” tj. gdy odda się przemyśleniom, wyalienowanie od społeczeństwa umożliwi mu spojrzenie na nie krytycznym wzrokiem. I wtedy albo się zabija, albo staje się lwem. Odważną, silną istotą, ale też rozgoryczoną, nastawioną negatywnie do wszystkiego. Odrzuca religię, fałszywą moralność (zostańmy przy fałszywej, bo mówienie o odrzuceniu moralności w ogóle jest niepoważne). Pozbywa się „garbów”. Teraz, do zostania nadczłowiekiem, brakuje mu tylko jednej przemiany. Musi stać się dzieckiem, które odkleja się od tego co było wcześniej. Musi umieć powiedzieć „tak” wynikające już z jego przekonań, a nie z przymusu. Musi posiąść dziecięcą niewinność, witalność, radość.

-Dobra, dobra. Gdzie ta męka podczas czytania? Brzmi jakby facet pisał niegłupio.
-No słuchaj, jestem żywą, rozumną istotą, której daleko do wielbłąda i której godność zabrania bycia rządzoną przez umarłych.

Książka jest zdecydowanie przegadana. Nie jestem jedyną osobą, która była zadowolona z początkowych stron, a którą potem dopadało znużenie. Jeżeli wiesz już o co chodzi z tym całym nadczłowiekiem i jesteś osobą inteligentną, to jesteś sobie w stanie to sam przełożyć na różne sytuacje. Niczuś nie musiał podawać miliona przykładów z celowo utrudnionym odbiorem.

Moje zmęczenie potęgowała jeszcze alogiczność. No bo jak można bredzić o nieistnieniu moralności obiektywnej? Co więcej- jak można bredzić o nieistnieniu moralności obiektywnej , po czym uznać się za nadczłowieka, twierdząc, że jego moralność jest lepsza? No ale dobra, bo ktoś tu może się przyczepić, że nie zrozumiałem przekazu Nietzschego – sęk w tym, że zrozumiałem i podejrzewam, że zrozumiałem go lepiej niż Nietzsche, bo jako człowiek XXI wieku mogłem skorzystać z dorobku późniejszej wybitnej filozof Ayn Rand. Otóż oczywiście, że altruizm (w potocznym znaczeniu) jest mrzonką, bo nie ma czegoś takiego, gdy dbamy o swoich bliskich i ludzi wyznających podobne wartości, co my. Altruista to egoista, który popełnia „dobry uczynek” dla swojego dobrego samopoczucia. Racjonalny egoizm i jawne przyznawanie się do niego, to postawa naprawdę godna pochwały. Niestety Fryderyk zapędził się trochę przy opisywaniu tego, co wynikało z odrzucenia prawdy obiektywnej.

Musimy wprowadzić dygresję: jeżeli ktoś twierdzi, że nie ma prawdy obiektywnej… to chociaż to zdanie musi być prawdą. Także relatywistom dziękujemy, dobranoc i wracamy do błędów Frycka.

To prawda, że każdy ma swoją moralność, bo każdy inaczej widzi, a zatem inaczej poznaje świat, ale człowiek ma coś takiego jak rozum i za jego pomocą może badać każdą moralność i ocenić czy jest sensowna. Moralność nietzscheańskiego nadczłowieka takowa nie jest, ale to może najpierw omówmy go sobie dokładniej. Nadczłowiek to osoba, która nie boi się tego co inni o niej powiedzą. To prawie że czyste działanie istoty, dla której najwyższą wartością jest życie. Jest dostojną, pełną „patosu dystansu”, idealną duchowo osobą. Twardą wobec innych, ale i wobec siebie. Kształtującą rzeczywistość według własnej woli. Narzucającą swoją wole innym, bo będącą świadomym egoistą. No ale niestety nieracjonalnym egoistą. Łamanie aksjomatu o nieagresji nie leży w obiektywnym interesie własnym. Agresor może uważać, że mu się to opłaca w tym momencie, ale to na jak wiele czynników ma negatywny wpływ agresja, pozwala stwierdzić, że jest obiektywnie nieopłacalna. Rozwijanie tego to już temat na całkiem osobny wpis, więc pozwolę sobie nie kontynuować.

Omówienia wymaga jeszcze tylko postawa apollińska i dionizyjska. Triumf ludzkiej woli, świadectwo potęgi, afirmacja życia, to według Nietzschego ta druga, gdyż oznacza ona płodność życia, znoszenie granic, obalanie praw, rozbijanie harmonii, dynamikę, pęd. Niewolnicy z kolei mają sobie niby cenić jasność, przejrzystość, opanowanie, równowagę, doskonałość. Te „wartości” mają niby świadczyć o prowadzeniu wegetatywnego i niepełnego życia. W tej kwestii zgadzam się znowu z Ayn Rand, która dokonała pięknego porównania. Przystanek Woodstock vs. Apollo 11. Jeżeli według kogoś lot w kosmos nie jest przejawem potęgi człowieka, to muszę z przykrością stwierdzić, że jest osobą obłąkaną i nie mamy o czym rozmawiać.

Resumując, Nietzsche był świetnym poetą (było naprawdę mnóstwo pięknych, poruszających fragmentów) i całkiem dobrym filozofem z rozsądnymi poglądami na wiele spraw. Nie trzeba nic czytać w podobnym tonie, by dojść do wniosków, że są ludzie, którzy są świadomymi kreatorami rzeczywistości i że są zwierzątka, reagujące tylko na bodźce. Nietzschemu należą się pokłony za to, że jako pierwszy ubrał to w słowa, ale nie można pozostać wobec niego bezkrytycznym. Jest sporo gimboateistów, którzy uczynili sobie z „Tako rzecze Zaratustra” Biblię i opowiadają jaki to ten Nietzsche nie jest głęboki i mądry.  Ich wyśmiałby sam filozof, gdyż w tej sytuacji zdecydowanie odbiegają od ideału nadczłowieka.

Co do tegoż ideału, to jest to coś, co można osiągnąć poprzez ciężką pracę nad sobą, ale przyczepiłbym się jeszcze na odchodne do nazewnictwa. Powiedziałbym, że nadczłowiek to po prostu człowiek, a większość ludzi nie zachowuje się jak ludzie, bo nie korzystają ze swojego ludzkiego potencjału.

Btw.  Ludzie lubią mówić, że Hitler nie zrozumiał nadczłowieka i go wypaczył, rozciągając tę teorię na całą rasę aryjską. Nie zdziwiłbym się, jakby się okazało, że Hitler bardzo dobrze zrozumiał Nietzschego, ale w końcu jakoś trzeba tę demagogię uprawiać.

Adrian Łazarski

Wolnościowiec i zwolennik romantyzmu w sztuce.

Więcej tekstów - Strona autora

Może spodoba Ci się również...