Niedoskonałości państwa, niedoskonałości rynku – który problem jest poważniejszy? Omówienie na przykładzie Chin

Esej napisany pierwotnie w ramach przygotowań do Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej. Redakcja Obiektywizm.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść przedstawioną poniżej, ani nie deklaruje, iż jest ona zgodna z filozofią obiektywizmu.


Współczesny świat jest w całości zajmowany przez państwa, czyli monopole na stanowienie i egzekucję prawa na danym terytorium, posiadające władzę nad pewną liczbą ludności. Jednakże kompetencje, jakie te struktury obecnie dzierżą, daleko wykraczają poza zapewnianie odgórnego systemu sądowniczego, obronnego i porządkowego, bez czego państwo nie może istnieć. Dwudziestopierwszowieczne rządy aktywnie kształtują także gospodarkę, stanowiącą całość charakteru działalności produkcyjnej, dystrybucyjnej i katalaktycznej na danym terytorium.

Poniżej przedstawiono cykl okrężny w gospodarce − schemat zależności między podmiotami gospodarczymi w typowej gospodarce mieszanej, opartej na prywatnej przedsiębiorczości wspartej ręką państwa.

 

Zjawisko interwencji rządu w gospodarkę nazywamy po prostu interwencjonizmem, do którego różne szkoły ekonomiczne na przestrzeni dziejów podchodziły z często przeciwnym nastawieniem.

Szkoła klasyczna, którą uznaje się za pierwszą pełnoprawną w sensie naukowym szkołę ekonomiczną, postulowała model państwa jako „stróża nocnego”, czyli zajmującego się jedynie bezpieczeństwem i obronnością obywateli, a według jej niektórych przedstawicieli, między innymi założyciela Adama Smitha, także zapewniającego drogi i edukację na podstawowym poziomie. Do wszelkich regulacji płac i cen, fiskalizmu i innych przejawów interwencjonizmu podchodziła z rezerwą.

Przedłużenie szkoły klasycznej stanowi szkoła neoklasyczna, która wzbogaciła wiedzę ekonomiczną o parę teorii, jak choćby ilościową teorię pieniądza, głoszącą, że w dłuższym okresie wzmożona podaż pieniądza nie wpływa na wzrost całkowitego dochodu, a jedynie skutkuje zjawiskiem inflacji.

Z założeniem tym zgadzali się również monetaryści (chicagowcy), którzy także opowiadali się za wolnym rynkiem. Najwybitniejszy przedstawiciel tej szkoły, Milton Friedman postulował, aby stopa wzrostu podaży pieniądza równała się stopie wzrostu produkcji, co miałoby prowadzić do stabilnego rozwoju i bogacenia się społeczeństwa.

Współcześnie najbardziej wolnorynkową szkołą ekonomii, której gros przedstawicieli opowiada się za minimum lub wręcz brakiem państwa, jest austriacka szkoła ekonomii, będąca na wielu płaszczyznach w swojej metodologii w opozycji do głównego nurtu. Austriacy odrzucają twierdzenie o neutralności pieniądza, argumentując jego refutację efektem Cantillona, czyli nierównomierną dystrybucją nowo wyprodukowanego pieniądza fiducjarnego.

W opozycji do ekonomistów, którzy w dychotomii „wolny rynek – regulowany rynek” opowiadają się za tym pierwszym, stoją keynesiści. Keynesizm (zapoczątkowany w dobie Wielkiego Kryzysu przez Johna Maynarda Keynesa) stanowi emanację interwencjonizmu państwowego. Zwolennicy owego nurtu wskazują, że nieregulowana gospodarka cierpi na chroniczny niedostatek popytu, co przekłada się na nieoptymalny poziom dochodu narodowego. Państwo powinno zatem stymulować gospodarkę w czasie kryzysu (będącego według keynesistów zjawiskiem naturalnym dla gospodarki rynkowej) wydatkami rządowymi, których pokrycie zapewniałaby nadwyżka budżetowa z czasów ożywienia i rozkwitu.

 

Niedoskonałości rynku i państwa i ich krytyka

Jako argumenty na rzecz idealnego ustroju społeczno-ekonomicznego zarówno leseferyści, jak i etatyści wymieniają niedoskonałości: kolejno państwa i rynku. Niedoskonałości wszelkiego rodzaju, hamujące wzrost gospodarczy lub prowadzące do subiektywnie pojmowanej niesprawiedliwości, to czynniki immanentnie związane z danym reżymem gospodarczym.

Do niedoskonałości państwa (akcentowanych przede wszystkich przez zwolenników wolnego rynku) zalicza się głównie:

  1. nieefektywną alokację zasobów;
  2. efekt wypierania;
  3. polityczny cykl koniunkturalny;
  4. efekt gapowicza.

 

  1. Nieefektywna alokacja zasobów

Państwo pozyskuje za pomocą aparatu przymusu dochody (najczęściej w formie podatków i ceł) służące pokryciu wydatków budżetowych. Z jednej strony dzięki niemal niewyczerpanemu źródłu finansowania jest w stanie realizować olbrzymie projekty, na które typowe przedsiębiorstwo nie mogłoby sobie pozwolić. Z drugiej strony rząd nie wydatkuje własnych pieniędzy, w związku z czym potrzeba zastosowania rachunku ekonomicznego nie jest tak pilna. Rządzący i podległa im administracja publiczna nie mają takich zahamowań przed przeznaczeniem ogromnych ilości pieniędzy na cel, który na rynku nie byłby nigdy zrealizowany, ponieważ przychody księgowe i korzyści dla społeczeństwa nie pokrywają poniesionych w związku z nim kosztów. Warto też wspomnieć o problemie kalkulacji ekonomicznej, który uniemożliwia zaimplementowanie pełnego socjalizmu. Centralny planista nie posiada wiedzy, która pozwalałby mu na efektywną alokację zasobów. Nie zna popytu na dobro, które chciałby produkować, dlatego nie może wyznaczyć odpowiedniej ceny i wielkości produkcji. Wielość podmiotów rynkowych sprawia natomiast, że każda z rentownych spółek posiada dostateczną wiedzę, aby na zajmowanej przez nią części rynku jednocześnie osiągać zysk i spełniać oczekiwania konsumentów. Zdecentralizowany system gospodarczy zdecydowanie szybciej też reaguje na zmiany zachodzące w jego otoczeniu.

  1. Efekt wypierania

Polega na zmniejszaniu inwestycji prywatnych. Jest spowodowany pokrywaniem zwiększonych wydatków rządowych deficytem budżetowym i nie tylko. Wynagrodzenie nabywców obligacji          w postaci oprocentowania przekłada się na wzrost zadłużenia państwa i większe obciążenia podatkowe obywateli. W takiej sytuacji przedsiębiorcom ciężko rozszerzyć jest podaż produkowanego przez nich dobra, a niedobór oszczędności ulokowanych nie na rachunkach bankowych, lecz na rachunku rządowym prowadzi do wzrostu stopy procentowej i spadku prywatnych inwestycji.

  1. Polityczny cykl koniunkturalny

Teoria politycznego cyklu koniunkturalnego głosi, że pod koniec kadencji, w celu pozyskania wyborców i zwiększenia szansy na reelekcję, rządząca partia będzie prowadziła nadmiernie ekspansywną politykę finansową i monetarną, aby wskaźniki makroekonomiczne wskazywały na zbawienny wpływ działań tegoż ugrupowania. Przez duże zwiększanie wydatków i obniżanie stopy procentowej do poziomu znacznie poniżej poziomu rynkowego rząd może doprowadzić do niekontrolowanej inflacji popytowej i spadku oszczędności, który przełoży się na spadek inwestycji. Nawet zwolennik interwencjonizmu i socjalizmu rynkowego, wybitny polski ekonomista Michał Kalecki wskazywał, że takie doraźne tworzenie państwa opiekuńczego spowoduje rozluźnienie dyscypliny wśród pracowników i spadek wydajności pracy.

Na powyższym wykresie widać, że w ostatnich dziesięciu latach najwyższą koniunkturę gospodarczą  w Polsce odnotowano w okresach okołowyborczych.

  1. Efekt gapowicza

Nazwa efektu pochodzi od pasażerów środków komunikacji publicznej jeżdżących „na gapę”, czyli niepłacących za bilet. Jest to zjawisko unikania opłat za dobro publiczne lub uiszczania na jego utrzymanie wpłat znacznie niższych od kosztów jego wytworzenia i dostarczenia. Może prowadzić do spadku jakości usługi oferowanej przez państwo lub do wzrostu obciążenia podatkowego ludzi, którzy rzeczywiście za nią płacą.

 

Interwencjoniści kładą nacisk natomiast na następujące niedoskonałości rynku

  1. negatywna selekcja;
  2. narastanie nierówności;
  3. dobra publiczne;
  4. monopole;
  5. dobra niepożądane społecznie.

 

  1. Negatywna selekcja

Negatywna selekcja to sytuacja, w której asymetria informacji (zjawisko zróżnicowanego stanu wiedzy sprzedawcy i nabywcy na temat drugiej strony transakcji i jej przedmiotu) prowadzi do wypierania produktu lepszego przez gorszy. Konsekwencje tego zjawiska są dotkliwe między innymi na rynku używanych samochodów, gdzie nabywcy nie posiadają informacji na temat faktycznego stanu środku transportu, który chcą kupić. W związku z tym istnieje ryzyko, że wadliwy pojazd zostanie sprzedany po zawyżonej cenie, a sprawny po zaniżonej lub wyparty z rynku (tak zwany problem „zgniłych cytryn” i „dorodnych wiśni”).

Podobny problem występuje na rynku ubezpieczeń, gdzie ubezpieczyciel nie posiada takiej wiedzy o stanie zdrowia pacjenta jak sam pacjent. Ma zatem utrudnione zadanie uzależnienia wysokości składki od ryzyka późniejszej wypłaty świadczenia. Może to prowadzić do zdominowania klienteli firm ubezpieczeniowych przez ludzi o słabszym zdrowiu.

Wydaje się jednak, że istnieją oddolne sposoby, aby redukować zjawisko negatywnej selekcji i asymetrii informacji, ponieważ o ich całkowitym zniesieniu w żadnym systemie raczej nie może być mowy. We wspomnianym przykładzie ubezpieczyciel może na przykład wymagać wystawienia przez wskazanego przezeń lekarza zaświadczenia o stanie zdrowia potencjalnego klienta.

  1. Narastanie nierówności

Zwolennicy interwencjonizmu uważają, że nieskrępowana regulacjami gospodarka prowadzi  do wzrostu dysproporcji dochodowych w społeczeństwie. Postulują dlatego m.in. programy redystrybucyjne w postaci zasiłków dla bezrobotnych, niepełnosprawnych etc. i zwiększenie płacy minimalnej.

Proponenci odgórnego zmniejszania nierówności dochodowych zdają się jednak zapominać o naturalnych przyczynach ich występowania, a także o możliwości wpadnięcia przez beneficjentów rozdawnictwa socjalnego w tak zwaną pułapkę dobroczynności, czyli małą różnicę między wysokością świadczenia a wysokością płacy minimalnej, co zmniejsza koszt alternatywny pozostawania bez pracy. Skutkuje to spadkiem produkcji i znacznym zwiększeniem obciążenia fiskalnego malejącej grupy zatrudnionych. Jeśli chodzi natomiast o samą płacę minimalną, to nie wywoła ona wzrostu realnej płacy pracowników, lecz spowoduje bezrobocie wśród mniej wykwalifikowanej części siły roboczej. Dzieje się tak, ponieważ praca, tak jak każde inne dobro, podlega prawom popytu i podaży − i w sytuacji nadpodaży mamy do czynienia z nadwyżką (tu: bezrobociem).

  1. Dobra publiczne

Przeciwnicy emanacji klasycznego liberalizmu, jaką jest państwo minimum, twierdzą, że istnieją    tak zwane dobra publiczne, które powinny zostać dostarczone wszystkim obywatelom nieodpłatnie bez względu na dochód. Sądzą, że rynek, w przeciwieństwie do państwa, nie jest w stanie tego zapewnić.

Utrzymywanie z podatków gałęzi gospodarki takich jak edukacja czy służba zdrowia wiąże się jednak ze wspomnianą nieefektywną alokacją zasobów i wysokimi kosztami obsługi transferu pieniędzy z rąk podatnika do rąk nauczycieli, lekarzy etc. Czas ma koszt alternatywny, dlatego zbyt długi okres nauki i jej obligatoryjność na poziomie średnim uniemożliwia lepsze dokształcenie się w zawodzie. Warto wspomnieć też o prywatnym systemie ubezpieczeń zdrowotnych i opieki zdrowotnej kierowanym do przeciętnych pracowników w USA na przełomie XIX i XX wieku. Rozwiązanie to charakteryzowało się niskimi kosztami i niewielką ceną. W wyniku lobbingu części już pracujących lekarzy wprowadzono jednak koncesje, co znacznie podwyższyło koszty świadczenia tej usługi.

  1. Monopole

Niektórzy ekonomiści uważają, że na rynku dochodzi czasami do powstania monopoli naturalnych, spowodowanych między innymi przejęciem zasobów surowca lub stosowaniem praktyk dumpingowych.

Należy jednak pamiętać o roli konkurencji, która w praktyce rzadko kiedy, jeśli w ogóle, umożliwia zaistnienie takiego monopolu. Jeśli potencjalny monopolista zacznie prowadzić agresywną politykę cenową i obniży cenę poniżej kosztu wytworzenia produktu, zagrożone wyparciem firmy mogą skupić aktywa tej pierwszej i odsprzedać je z zyskiem. Poza tym dumping wymaga ogromnych nakładów, często także zadłużenia się, dlatego nawet późniejsze znaczne podwyższenie ceny może nie być wystarczające, aby firma odzyskała rentowność. W takiej hipotetycznej sytuacji pojawiłyby się nowe firmy, które zaczną sprzedawać produkt po niższej cenie. Przedsiębiorstwo musi zatem walczyć nie tylko z konkurencją faktyczną, lecz także z potencjalną.

Monopole mogą zatem powstawać na skutek wszelakich regulacji państwowych, takich jak koncesje, ulgi, kontrakty na wyłączność, patenty, które ustanawiają dla części przedsiębiorców bariery nie do przeskoczenia.

  1. Dobra niepożądane społecznie

Zaliczamy do nich m.in. alkohol, papierosy, narkotyki i prostytucję. Charakteryzują się szkodliwością społeczną, mimo że jednostka konsumująca te dobra może robić to dobrowolnie, świadomie i z ochotą. Przeciwnicy całkowitej wolności osobistej wnioskują często, aby państwo zakazało produkcji tudzież konsumpcji pewnych dóbr i karało, często więzieniem, za złamanie tego zakazu. Skutki takich rządowych decyzji są jednak zazwyczaj odwrotne do zamierzonych. Prohibicja w Stanach Zjednoczonych w latach 1920−1933 nie doprowadziła wcale do zmniejszenia spożycia alkoholu, a jedynie dała podwaliny pod powstanie organizacji przestępczych parających się produkcją i dystrybucją trunków, często z niewiadomego źródła. Ucierpiał też na tym znacznie budżet USA pozbawiony wpływów z akcyzy na alkohol. Prorocze okazały się słowa wybitnego amerykańskiego ekonomisty Miltona Friedmana: „Jeżeli spojrzymy na walkę z narkotykami z czysto ekonomicznego punktu widzenia, to rolą państwa jest ochrona karteli narkotykowychˮ. Wojna meksykańskiego rządu z kartelami narkotykowymi pochłonęła tysiące ofiar, także wśród ludności cywilnej. Zasoby, zamiast być przeznaczone na produkcję dóbr potrzebnych przeciętnemu meksykańskiemu zjadaczowi chleba, zostały użyte do produkcji broni, umundurowania dla żołnierzy i infrastruktury militarnej. Znowu więc powtórzmy za Friedmanem: „Jednym z największych błędów jest sądzenie programów politycznych i rządowych na podstawie ich zamiarów, a nie rezultatów”.

 

Optymalny system gospodarczy 

W świetle powyższych argumentów wydaje się, że niedoskonałości rynku są znacznie mniej groźne, a zdecydowana większość z nich nie zostanie zredukowana przez działania rządowe. Systemem, który prowadziłby do efektywnej alokacji zasobów przy zachowaniu bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego obywateli byłby zatem rodzaj ordoliberalizmu, czyli względnie wolny rynek, uwzględniający jednak przejściowe zasiłki dla bezrobotnych, pozwalające przeżyć w czasie bezrobocia, lecz nie zniechęcające do podjęcia dalszej pracy. Aby realizować swoje cele militarne i sprawnie działać w czasie wojny, państwo powinno posiadać system strategicznych dróg, lecz jednocześnie umożliwić powstawanie tych rynkowych. Ostatnim elementem (nieprzypisanym ściśle immanentnym warunkom jego istnienia), którym powinno zajmować się państwo, jest być może edukacja na podstawowym poziomie, która umożliwi każdemu odnalezienie się w społeczeństwie, ale równocześnie umożliwi szybsze nabycie kompetencji zawodowych. Stosowanie subwencji i dotacji niesie za sobą ryzyko nieefektywnej alokacji, a poza tym wiąże się z kosztem utrzymania biurokracji i odciągnięciem zasobów od procesów czysto produkcyjnych.

 

Chiny – zwycięstwo kapitalizmu państwowego, ale… czy jednak? (Fragmenty zaczerpnięte z artykułu zalinkowanego w źródłach)

Sygnał do zmian

Przez ostatnie trzydzieści lat wzrost gospodarczy Chińskiej Republiki Ludowej utrzymywał się na bezprecedensowo wysokim poziomie, osiągając nawet 13 proc. PKB w skali roku. Część ekonomistów przypisuje to zjawisko systemowi społeczno-gospodarczemu, znacznie wyróżniającemu się na tle liberalno-demokratycznych państw Europy. Kapitalizm państwowy – czyli synteza elementów wolnej gospodarki z silną kontrolą odgórną, połączony z jedynowładztwem Komunistycznej Partii Chin − miał jakoby przyczynić się do zaistnienia tego ewenementu na skalę światową. Warto jednak przeanalizować dzieje Chin, dzięki którym poznamy odpowiedź na pytanie, co rzeczywiście doprowadziło tam do takiego boomu.

Rządy Mao Zedonga, w tym kolektywizacja rolnictwa, przyniosły żniwo śmierci w postaci milionów zabitych i zmarłych z głodu. Dopiero po śmierci tego dyktatora w 1976 r. pierwszy sektor obecnie najbardziej zaludnionego państwa świata został uwolniony spod jarzma kolektywizacji, co było sygnałem i najważniejszym czynnikiem, który umożliwił Chińczykom tak gwałtowny wzrost. Osiemnastu rolników z wioski Xiaogang w prowincji Anhui podzieliło między siebie ziemie kolektywu i uzgodniło, że będą uprawiać swoje części indywidualnie, a każdy z nich będzie dostarczał swoją część narzuconego przez państwo kontyngentu. Żądania państwa były zaspokajane, a rolnicy mogli zatrzymać dla siebie nadwyżkę produkcji. Dokonany przez nich podział ziemi kolektywu był nielegalny, lecz widmo wielkiego głodu z okresu wielkiego skoku (1958−1961) skłoniło ich do tego przedsięwzięcia. Ten tzw. system odpowiedzialności kontraktowej rozprzestrzeniał się z prowincji do prowincji, bez jakiegokolwiek poparcia z strony lokalnych i państwowych władz.

Deng Xiaoping, faktyczny przywódca ChRL w latach 1978−1989, podobnie jak reszta KPCh, widząc gwałtowny wzrost produkcji w rolnictwie, zrozumiał, że nie powinien opierać się zmianom przynoszącym dobre rezultaty.

Spontaniczne reformy w rolnictwie oznaczały, że pojawiła się zwiększona podaż żywności, która potrzebowała rynku zbytu, a ten z kolei wymagał infrastruktury. Mieszkańcy wsi stworzyli sieć prywatnego handlu i w ciągu roku doprowadzili do upadku większość państwowych sklepów spożywczych. Potem wiejscy przedsiębiorcy zaczęli tworzyć kolejne biznesy, np. hotele i restauracje. Przekupywali lokalnych urzędników, aby rejestrować swoją działalność jako miejskie lub wiejskie przedsiębiorstwa pod jurysdykcją władz lokalnych. Tworzyli też prywatne przedsiębiorstwa udające firmy państwowe lub przedsiębiorstwa kolektywne. Wykorzystywali również przedsiębiorstwa państwowe do otwierania kont bankowych i wydawania rachunków. Wielkie prywatne firmy produkcyjne powstały najpierw w rolniczych prowincjach. Wiodące przedsiębiorstwa w branży chłodniczej i klimatyzacyjnej także zostały założone przez mieszkańców wsi.

W skrócie: przymknięcie oka przez władzę na samowolną deregulację rolnictwa doprowadziło do rozwoju kolejnych sektorów gospodarki, znacznego podwyższenia poziomu życia Chińczyków i zwiększenia zatrudnienia w prywatnym sektorze. Obecnie oddolnie i odgórnie powstałe firmy (choć podział nie jest taki jasny, ponieważ wiele przedsiębiorstw działa pod szyldem państwa lub jest przez to państwo wyraźnie wspierane) zajmują podobne wielkości chińskiej gospodarki, lecz wszelkie badania pokazują, że te pierwsze mają znacznie wyższą stopę zwrotu.

Przyczyny początku końca chińskiego snu

W ostatniej dekadzie główna partyjna narracja dotycząca stosunków państwo-gospodarka została uchwycona w sloganie: „Państwo idzie naprzód, sektor prywatny wycofuje się”. W praktyce przekłada się to na liczne utrudnienia dla prywatnych podmiotów, m.in. w postaci wyższych podatków i trudniejszego dostępu do kredytu (sam chiński system finansowy jest zdominowany przez państwo). Warto wspomnieć też o niedawno obranej przez chiński rząd ekspansywnej polityce monetarnej, która doprowadziła do znacznej misalokacji zasobów i błędnych inwestycji − nieopartych na oszczędnościach Chińczyków, lecz na kreacji pustego pieniądza. To wszystko sprawia, że nawet tak przedsiębiorczy i oszczędny naród jak Chińczycy (szacuje się, że konsumują oni jedynie 30 proc. swoich dochodów) ma problemy z kontynuowaniem tego fenomenalnego trendu.

Wnioski

Wydaje się, że rynek − choć jak każdy mechanizm tworzony przez ludzi posiada wady − powinien stanowić fundament gospodarczego otoczenia społeczeństwa chcącego się rozwijać i żyć w dostatku. Państwo natomiast powinno promować przedsiębiorczość, zachęcać do oszczędności i idących za nimi inwestycji, a także egzekwować prawo chroniące własność prywatną i kierować instytucjami, które to gwarantują. Wspomniane wcześniej także przejściowe zasiłki dla bezrobotnych w połączeniu z prywatną dobroczynnością powinny z powodzeniem oddalać widmo wykluczenia społecznego najuboższych.

 

Tu ne cede malis, sed contra audentior ito.

 


Źródła:
http://mises.pl/blog/2014/11/26/gregory-chinski-wzrost/

Jan Hincz

Jestem uczniem liceum. Interesuję się ekonomią, ze szczególnym uwzględnieniem Austriackiej Szkoły Ekonomii. Zdobyłem tytuł laureata XXX edycji Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej.

Więcej tekstów

Może spodoba Ci się również...