Miłość, własność i prawda literacka

Powieść jest życiem, a nie myśleniem

Ayn Rand urodziła się w roku 1905 w Sankt Petersburgu, w żydowskiej rodzinie niemieckiego pochodzenia. Już w wieku dziewięciu lat postanowiła, że zostanie pisarką. W wieku lat dwunastu przeżyła Rewolucję Październikową 1917 roku. Po studiach na Państwowym Uniwersytecie Sztuki Filmowej w Moskwie, w 1925 roku otrzymała zgodę na czasowy wyjazd ze Związku Radzieckiego i odwiedziny rodziny w Stanach Zjednoczonych. Nigdy już stamtąd nie wróciła. W roku 1931 otrzymała obywatelstwo amerykańskie.

W Hollywood Ayn Rand poznała reżysera filmowego, Cecila B. DeMille. Następne lata mijały jej na pracach dorywczych, aż wreszcie została pisarką scenariuszy.

W roku 1936 ukazała się jej powieść „We the Living” (tytuł powieści w języku niemieckim: „Niepokonany przez życie”). Powieść ta bazuje na doświadczeniach Rand w Rosji i bierze na celownik zło kolektywizmu. Podobny kierunek ataku znajdziemy w opowiadaniu „Anthem” (wydane w Niemczech w roku 1938 pod tytułem „Hymn”, wcześniejszy tytuł opowiadania „Hymn człowieka”). Ponieważ Rand krytykowała Związek Radziecki wielu wydawców, krytyków i autorów odrzucało obie te książki, albowiem w tamtych latach „klimat intelektualny” w Stanach Zjednoczonych był raczej lewicowy.

Manuskrypt drugiej powieści Rand – „The Fountainhead” (w języku niemieckim: „Początek”, wcześniej zaś „Wieczne źródło”) odrzuciło niejedno wydawnictwo, aż do roku 1943, kiedy to powieść ukazała się na rynku. Ekranizacja powieści „Źródło” ( w reżyserii Kinga Vidor) przedłużyła się do roku 1949 ze względu na drugą wojnę światową.
Najważniejszym dziełem Ayn Rand jest bez wątpienia „Atlas Shrugged” (1957; tytuł w języku niemieckim „Kim jest John Galt”, wcześniej „Atlas zrzuca świat”).

„Atlas zbuntowany” stał się w Stanach Zjednoczonych bestsellerem i tak jak pozostałe książki Ayn Rand do dnia dzisiejszego dobrze się sprzedaje.

W następnych dziesięcioleciach Ayn Rand koncentrowała się na opracowaniu swojej filozofii, którą określiła mianem „obiektywizmu” oraz jej zastosowaniu w relacji do aktualnych wydarzeń społecznych.

Zarówno jej zwolennicy jak i przeciwnicy przyznają, że powieści Ayn Rand należą do literatury „tezy”. Powieści Ayn Rand lubią ci, którzy zgadzają się z jej tezami filozoficznymi i estetycznymi. Odrzucają zaś ci, którzy wysuwają zarzuty wobec tych tez. Pozwala to wątpić w ich wartość literacką: albowiem czy ludzie i czyny służą tylko temu, aby wyjaśniać zasady i reguły? W dwóch przypadkach zamierzam pokazać, że literatura jest silniejsza niż zasady. Pierwszy z nich pochodzi z powieści „Źródło”, drugi zaś, z „Kim jest John Galt” (polski tytuł „Atlas zbuntowany” – przypisek tłumacza).

Zasady

Wymaganie, które Ayn Rand stawiała sobie samej polegało na tym, iż każdą prawdę, przy pomocy logicznej zasady wolności wyrażania sprzeciwu można wyprowadzić z antropologicznej zasady afirmacji życia. Krótko mówiąc, według Rand, z afirmacji życia wynika, iż każdy człowiek musi mieć możliwość dysponowania swoja osobą oraz produktami swojej pracy. Albowiem bez możliwości dysponowania samym sobą (poprzez wyrażanie własnej woli oraz dysponowania własnym ciałem) i bez dysponowania wytworami własnej pracy („artykułami spożywczymi” w szerokim rozumieniu tego pojęcia) człowiek umrze. Zagwarantowanie tej ważnej dla życia dyspozycji swoją osobą jest sensem prawa własności. Każde naruszenie prawa własności wpływa ujemnie zarówno na afirmację życia jak i na wolność wyrażania sprzeciwu.

Na początku wydaje się, iż prawo własności sprzyja egoizmowi. Ale rozpatrując to uważniej, właściciel swobodnie może oddawać innym do dyspozycji swoją własność bądź też części tej własności, bez odwzajemniania się. Nie wynika z tego żaden logiczny sprzeciw, tak długo, jak proces ten odbywa się na zasadzie dobrowolności. Jednakże Ayn Rand rozbudowuje dobrowolny altruizm do zapierającej dech w piersiach parodii z otrą i zjadliwą kpiną oraz nieposkromioną nienawiścią. Kpina ta odnosi się do tego, że Rand udowadnia altruistom ich obecne wyrachowane i samolubne interesy oraz korzyści. W rzeczywistości są oni egoistami. Nienawiść ta opiera się na przekonaniu, iż dobrowolny altruizm od żądania dzieli niewielki krok, który zmusza „niealtruistycznych” egoistów do altruizmu. Przymus ten objawia się przede wszystkim w pobieraniu i ściąganiu podatków, socjalnej redystrybucji dóbr przez państwo i upośledzeniu przedsiębiorczej wolności. Ścisły związek pomiędzy dobrowolnym altruizmem, a altruizmem wymuszonym, nie jest jednak logiczny, ale psychologiczny.

Kruche relacje pomiędzy egoizmem i altruizmem wyraźne są w jednym, ładnym fragmencie w powieści „Źródło”. Architekt, Howard Roark, protagonista powieści, odrzuca lukratywny kontrakt, albowiem musiałby wyrazić zgodę na kompromis estetyczny, aby zlecenie to otrzymać: „Czy koniecznie musi Pan być tak fanatycznie wręcz bezinteresowny” – pyta potencjalny zleceniodawca. Na co Roark odpowiada, iż odrzucenie tego zlecenia było „czymś najbardziej interesownym i wyrachowanym, co może człowiek zrobić dla siebie”. Odrzucenie tego zlecenia kosztowało go wysoką cenę: ze względu na brak środków finansowych Roark był zmuszony zamknąć swoje biuro architektoniczne.

Narrator powieści tym samym wie więcej niż autorka, Ayn Rand: jest, bowiem dla niego jasne, iż to samo działanie może być widziane zarówno jako altruistyczne, ale i jako egoistyczne. Jeżeli przebieg zdarzenia będziemy rozpatrywali z punktu widzenia przeżycia i dalszej egzystencji, było ono altruistyczne, albowiem Roark zasadę – konsekwencja estetyczna – postawił ponad nim. Rozważając to jednak inaczej, z punktu widzenia, iż konsekwencja estetyczna jest własną zasadą Roarka, wtedy zdarzenie to należy nazwać egoistycznym. Ta drobna scena jest tylko antraktem do centralnego konfliktu przedstawionego w tej powieści.

Święty gniew

Punktem kulminacyjnym powieści „Źródło” jest następująca historia: brak gotowości na kompromis ze strony Roarka doprowadził do tego, iż rezygnowali z niego potencjalni zleceniodawcy. Jego ukochany i wymarzony plan zbudowania funkcjonalnego osiedla dla mieszkańców o niskich dochodach, osiedla Cortlanda, chce on zrealizować w momencie, kiedy jako figuranta wykorzystuje powszechne uznanego, ale zupełnie nie kreatywnego przyjaciela. Przyjaciel ten musi mu jednak obiecać, iż projekt osiedla Cortlanda zostanie zrealizowany bez jakichkolwiek kompromisów oraz bez wymieniania kiedykolwiek nazwiska Roark w odniesieniu do tego przedsięwzięcia. Roark mówi o „świętym zaufaniu”, którym obdarza przyjaciela. Dzieje się to, co wydarzyć się musi: dochodzi do kompromisowych rozwiązań.
Na koniec Roark wysadza w powietrze cały kompleks budynków, zanim kiedykolwiek został on zasiedlony. Podczas procesu sądowego wynikającego z tego zdarzenia, Roark usprawiedliwia się następująco: „To ja zaprojektowałem osiedle Cortlanda. Ja je zniszczyłem, albowiem nie chciałem go takim, jakim był”,

Bez roztrząsania i rozpatrywania kwestii, czy podczas dokonywania pierwotnych uzgodnień i umowy pomiędzy Howardem Roarkiem i jego przyjacielem chodziło o prawnie obowiązującą umowę, czy też nie, pewne jest, iż jego czyn oznaczał poważne naruszenie prawa własności. Nawet gdyby chodziło o prawnie wiążącą umowę, w co wątpi sam Roark (patrz strona 640), dzięki niej miałby on prawo do wysuwania jakichkolwiek roszczeń i żądań tylko wobec swojego przyjaciela, ale nie wobec tych, którzy przy pomocy własnych środków finansowych zbudowali osiedle Cortlanda. Z nimi bowiem Roark nie zawiązał żadnego kontraktu, nie miał z nimi też „świętej” umowy. O wiele ważniejszym celem tej umowy było to, aby inwestorzy nigdy nie dowiedzieli się, iż autorem projektu dla tego przedsięwzięcia jest właśnie Roark.

Tak widziana, w sprzeczności z samą sobą, znajduje się Ayn Rand jako twórca literatury tezy, ale nie jej główny bohater. Albowiem dla Roarka, ani wolność wyrażania sprzeciwu, ani też prawo własności nie są najważniejszymi zasadami; najważniejsza jest bowiem dla niego zasada bezkompromisowej realizacji jego wizji estetycznych. Naruszenie jego wyobrażeń i wizji estetycznych wyzwala w nim święty gniew, który pozwala mu na działanie przeciwko własnym interesom oraz przeciwko prawu własności. Tym samym Howard Roark „składa wypowiedzenie” swojej papierowej roli, przestaje być rzecznikiem Ayn Rand i staje się żywym człowiekiem.
„Źródło” jest częścią prawdziwej literatury. Ayn Rand pokazuje w swojej powieści, iż życie składa się z czegoś więcej, niż tylko z zasad, właśnie dlatego, że jej protagonista w sposób bezkompromisowy wierny jest swoim zasadom.

Twarz wroga

Te same inicjały, jakie posiada Howard Roark ma protagonista w powieści „Kim jest John Galt?”: Hank Rearden. Rearden jest przedsiębiorcą w przemyśle stalowym, który wynalazł genialny, nowy materiał. Jego żona wprawdzie chętnie partycypuje w jego potężnych dochodach oraz w wysokim statusie męża, gardzi jednak jego działaniami i pracą, jego umiejętnościami przedsiębiorcy, szczególnie zaś jego nowym materiałem. Pytanie, dlaczego Rearden w ogóle związał się z tą kobietą, poślubiając ją, nie znajduje wprawdzie wyjaśnienia, ale ciśnie się na usta czytelnika. Czy ofiaruje ona Reardenowi coś, czego nie może otrzymać od innego człowieka, bądź też nie ma w sobie?
Jeżeli tak, chodzi wtedy o interes, który zgodnie z zasadami Ayn Rand powinien zostać określony jako godny pochwały egoizm. Czy też jest on słabą ofiarą, albowiem nie potrafi uciec przed siłą i wspaniałością żony? Wtedy byłby „mięczakiem”, co nie jest zgodne z ideałem Ayn Rand: bezkompromisowego, samowystarczalnego człowieka.

Dagny Taggart jest inną protagonistką tej powieści, wierzy w materiał Reardena. Załatwia Reardenowi pierwsze duże zlecenie, daje mu uznanie i akceptację, którego pragnie. To, czego czytelnik oczekuje przez wiele stron powieści, wydarza się na stronie 268: wspólne lądują w łóżku. Romantyczny pocałunek, wszystko dobre, co się dobrze kończy. Kurtyna w dół.

Nie, nie tak jest u Ayn Rand. Uczucie, jakoby „mieli się stopić w jedną istotę, tak, aby nie było żadnego podziału między ciałem i duszą”, to, co zazwyczaj określa ekstremalne spełnienie zjednoczenia seksualnego, jawi się dla Hanka i Dagny jako nieznośny atak na indywidualną tożsamość każdego z nich jako samowystarczalnej istoty. Wzajemnie rozpoznają jedno w drugim „twarz wroga”. Pragnienie miłości i bycia kochanym przeżywane jest w sposób wręcz sadomasochistyczny: „odchylił jej głowę do tyłu, przyciskając swoje usta do jej ust z taką siła, jakby chciał sprawić jej ból i zranić”. Po akcie miłosnym rozwlekle i długo zapewniali się, iż wzajemnie brzydzą się sobą i każde z nich straciło poczucie własnej wartości. Przede wszystkim obydwoje obstawali jednak przy tym, iż między nimi nie ma żadnego uczucia, że się nie kochają i odczuwają tylko czysto zwierzęce pożądanie ciał.

Rozwianie mitu zniesienia podziału ciała i duszy zostaje w ten sposób jeszcze silniej potwierdzone werbalnie. Przy tym wszystkim czytelnik przeżywa na wielu stronach tej powieści zupełnie coś innego, zakładając, że: pomiędzy Hankiem i Dagny istnieje silne braterstwo dusz, które teraz doprowadziło również do cielesnego zjednoczenia obu bohaterów. Dlaczego Ayn Rand odmawia nam takiego szczęśliwego zakończenia? Z tym pytaniem narrator powieści pozostawia czytelnika sam na sam, nawet, jeżeli po tym wszystkim pozostaje mu do przeczytania jeszcze prawie tysiąc stron powieści.

Prawda literacka nie opiera się na odpowiadaniu na pytania, ale na ich zadawaniu. Powieść powstaje nie tylko z tego, co swoim piórem nakreśli autor, ale również w głowie każdego czytelnika. Można to porównać do aktu miłosnego: autor i czytelnik stapiają się w jedną istotę, tak, jakby nie było żadnego podziału pomiędzy ciałem i duchem, czy autorce Ayn Rand się to podoba, czy też nie. Nie ma żadnego bezkompromisowego przełożenia na to, nad czym autor miałby jeszcze pełną kontrolę. Literatura jest bowiem czymś więcej niż filozofią. Jest prawdą życia, a nie myślenia.


Oryginał: Stefan Blankertz, http:/www.ef-magazin.de
Tłumaczenie: Anna Muszkieta-Buszka

Liberalis

Żadna idea, która krzyczy z pasją ‚wolność!’ nie jest zbyt radykalna, by nie zasługiwała na uwagę. Liberałowie czy socjaliści, konserwatyści czy anarchiści, cel wielu z nas jest taki sam – zniesienie systemu przywileju i tyranii, jaki nad nami panuje. Czas odłożyć na bok osobiste niesnaski i próżność. Czas zrozumieć, że podzieleni – jesteśmy niczym, solidarni – jesteśmy wszystkim.

Więcej tekstów - Strona autora

Może spodoba Ci się również...