Linda i Morris Tannehill – Rynek i wolność

Nie będę tu przedstawiał całej etyki racjonalnego egoizmu, czy zasad libertariańskich, zwanych popularnie „aksjomatami”. To jest raczej kwestia na osobne artykuły, ale robiono to już tyle razy, że nie ma co wyważać otwartych drzwi. Osoby zupełnie zielone w temacie odsyłam do tejże książki, czy do portalów takich jak libertarianin.org, czy obiektywizm.pl, gdzie można znaleźć ciekawe artykuły na ten temat, a reszcie już mówię, co wyróżnia „Rynek i wolność” spośród innych pozycji.

O książce Tannehillów słyszałem sporo od znajomych. Sporo się też naczytałem pochlebnych opinii w necie, ale zawsze wspominano, że jest to książka zupełnie podstawowa, jeżeli chodzi o filozofię libertariańską czy ekonomię wolnorynkową. Gdy ją kupiłem za grosze, to nawet spis treści zdawał się to zupełnie potwierdzać, toteż oddałem się lekturze, spodziewając się, że dojdzie po prostu do szybkiego przekartkowania, bo mój umysł zacznie sam „wypluwać” te nudne treści, które przerabiałem miliony razy w dyskusjach. I ku mojemu zaskoczeniu wsiąknąłem na trochę dłużej!

Jest to oczywiście nadal elementarny wykład rothbardyzmu i randyzmu (R&R), ale nawet taplanie się w takich oczywistościach może odświeżyć zapomniane już pojedyncze argumenty, czy podsunąć jakieś nowe. Stąd doświadczałem wielkiej przyjemności, czytając takie, zdawałoby się truizmy, jak: koszt ubezpieczeń ze względu na ich powszechność w wolnym społeczeństwie by zmalał; firmy ubezpieczeniowe stawiałaby określone wymagania co do tego, z jakich usług prywatnych agencji ochrony się korzysta; w sektorze obronności nie ma gapowiczów, bo koszty są przerzucane na wszystkich konsumentów w produktach; firmy by opłacały zdolnym ludziom szkoły, w zamian za obowiązek x lat pracy, określony w kontrakcie; konieczność spłaty długu przez złodzieja uniemożliwia ukrycie długu na czas odsiadki.

Oryginalne względem R&R będzie na pewno zerwanie z obiektywistyczną koncepcją rządu minimalnego i nazwanie rothbardowskiego społeczeństwa anarchokapitalistycznego społeczeństwem własności totalnej, co pozwala uniknąć negatywnych skojarzeń z grupami lewicowymi i słusznym oskarżeń, o niespełnianie definicji anarchizmu. Mówienie, że „siła nie jest zjawiskiem rynkowym”, jest jak mówienie, że „sprawiedliwość nie jest zjawiskiem rynkowym”. Siła i sprawiedliwość jako abstrakty może nie zawierają transakcji, ale już sędziowie i ochroniarze normalnie świadczą swoje usługi. Przemoc odwetowa nie jest przecież inicjacją agresji, polegającą na naruszeniu czyichś praw jednostkowych czy własności. Ayn Rand nieświadomie kopiuje typowy błąd pacyfistów.
Domykając jeszcze temat rządu, to konstytucja ma rzekomo bronić przed demokratycznym motłochem, ale przecież tę konstytucję musi też zatwierdzić… demokratyczna większość.

O ile w polityce udało się Tennehilom uniknąć błędu Rand, tak nie uniknęli go w kwestii własności intelektualnej, gdzie po prostu skopiowali jej argumentację 1:1. A szkoda. Co do Rothbarda, to już jego najbardziej karkołomnych zdań nie powtarzają i nawet przekształcili jedną z najważniejszych zasad proporcjonalności kary, w którą Mr. Libertarian wplótł zasadę „oko za oko, ząb za ząb”. Co prawda estetycznie w potocznym rozumieniu propozycja Rothbarda brzmi całkiem ok, tak nie ma żadnego intelektualnego uzasadnienia, na co słusznie zwrócił mi kiedyś uwagę kolega B. Toteż autorzy tej książki o jakże subtelnej, czarno-żółtej okładce, mówią tylko o zwróceniu długu przez agresora i pokryciu kosztów sądowych. Nie ma ani słowa o „oddawaniu kolejnego tysiąca za ukradziony tysiąc”. Budzi to zdecydowanie mniej zastrzeżeń i o dziwo nawet nie komplikuje kwestii kary śmierci, która w tym świetle nadal będzie uzasadniona dla morderców.

Resumując „Rynek i wolność” to pozycja całkiem stymulująca nawet dla osób obeznanych już z R&R, ale warto zaznaczyć, że dla osób zupełnie zielonych będzie to najlepsza możliwa książka na rozpoczęcie swojej przygody z myślą wolnościową. Jasność wywodu i liczne przykłady zasługują na zdecydowaną pochwałę, choć było też potknięcie w postaci nazwania mglistej sugestii dowodem. Profetyczny nastrój ostatniego rozdziału i bezzasadne mówienie o niemożliwości utrzymania statusu quo też raczej na minus, no bo minęło kilkadziesiąt lat, od kiedy to pisali i wcale się nie zapowiada na szybki przyrost wolności w świecie. To jednak drobiazgi.

Adrian Łazarski

Wolnościowiec i zwolennik romantyzmu w sztuce.

Więcej tekstów - Strona autora

Może spodoba Ci się również...