Legalnie na czerwonym

Zima, późny wieczór, puste ulice i czerwone światło, które świeci się w nieskończoność. Postanawiasz przejść przez pasy, bo akurat nic nie jedzie. Nagle zza krzaków wychodzą policjanci i wlepiają Ci mandat za przejście na czerwonym świetle. I to dla Twojego dobra – żadne tłumaczenia się nie sprawdzają, popełniłeś wykroczenie i twój portfel uszczuplił się o 100 zł. Czy bezwzględna penalizacja na czerwonym świetle ma sens?

Polska jest jednym z nielicznych państw, w których panuje bezwzględne karanie za przejście na czerwonym świetle – bez względu na to, czy ulice są puste i czy pieszy stwarza zagrożenie dla innych. W Europie Zachodniej panuje przyzwolenie na przechodzenie na czerwonym świetle w sytuacji, w której takie zachowanie nie stwarza zagrożenia. Władza traktuje obywateli jak osoby myślące i odpowiedzialne za swoje czyny – wychodzi z założenia, że piesi będą myśleć przed przejściem przez ulicę. Natomiast w Polsce jest wręcz przeciwnie – ustawodawca wychodzi z założenia, że piesi to bezmyślne stado wbiegające pod każdy przyjeżdżający pojazd, dla których ratunkiem jest moc czerwonego światła. Depenalizacja przejścia na czerwonym świetle nie doprowadzi do śmierci tysięcy Polaków. Jest całkiem możliwe, że depenalizacja doprowadzi do wzrostu bezpieczeństwa na drogach i  w szczególności na przejściach dla pieszych. Obecnie zielone światło jest dla pieszego gwarantem nietykalności – przestaje myśleć o możliwym zagrożeniu. Natomiast wprowadzenie czerwonego światła jako znaku informującego/ostrzegawczego w tonie „powinieneś stać i czekać, ale możesz przejść na własną odpowiedzialność” przyczyni się do tego, że pieszy przed wejściem na pasy zastanowi się.

Korzyścią dla wszystkich będzie oszczędność czasu. Dla pieszych, którzy nie będą musieli bezmyślnie czekać na zielone światło, gdy spieszą się do pracy lub na ostatni autobus oraz także oszczędność dla policjantów, którzy zamiast czatować na pieszych i podwyższać statystyki wystawionych mandatów będą mogli zajmować się poważniejszymi sprawami, np. kradzieżami lub pobiciami.

Sama idea penalizacji przejścia na czerwonym świetle wydaje się być absurdalna. Mandat w wysokości 100 zł za wykroczenie, jakim jest przejście na czerwonym świetle, nie jest współmierny do popełnionego czynu. Bezwzględne karanie, gdy nie doszło do powstania szkody u osoby trzeciej oraz, gdy czyn nie był szkodliwy społecznie, mija się z celem i ideą tego przepisu. Wraz z depenalizacją przejścia na czerwonym świetle należałoby też zaprzestać karania za przejście nieprostopadle do osi jezdni oraz w niedozwolonym miejscu (przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 m). Karanie za powyższe czyny jest absurdalne, jedynym motywem karania jest podwyższenie statystyk wystawionych mandatów, nie gwarantują wzrostu bezpieczeństwa na drogach.

Depenalizacja przechodzenia na czerwonym świetle to mały krok w stronę normalnego państwa, w którym traktuje się obywatela jako osobę odpowiedzialną za swoje czyny. Kolejną zmianą może być reforma systemu emerytalnego i większa odpowiedzialność za swój los bez ingerencji urzędników. Im więcej wolności, tym więcej odpowiedzialności za swoje czyny.


Posłuchaj, co do powiedzenia ma Leonard Peikoff (naczelny filozof obiektywizmu) nt. przechodzenia na „pustym” czerwonym świetle.

Mateusz Wiatr

Absolwent Finansów i Rachunkowości na UE w Katowicach. Odbył staże m.in. w NBP, Ministerstwie Skarbu Państwa oraz także w Grant Thornton i Accenture. Uczestnik Jesiennej Szkoły Leszka Balcerowicza 2012 i absolwent X edycji Akademii Liderów Rynku Kapitałowego Fundacji im. Lesława A. Pagi. Interesuje się makroekonomią, ekonomią regulacji, ekonomią alternatywną.

Więcej tekstów

Może spodoba Ci się również...