ANARCHO-KAPITALISTYCZNA WIZJA PAŃSTWA MURRAYA N. ROTHBARDA: Libertariańskie credo » Obiektywizm.pl

ANARCHO-KAPITALISTYCZNA WIZJA PAŃSTWA MURRAYA N. ROTHBARDA: Libertariańskie credo

Filarami myśli libertariańskiej są aksjomat nieagresji, prawo własności, wolna wymiana oraz swoboda umów, i na nich to oparty jest cały system społeczno-polityczny.[1]

Wywiedziony z prawa naturalnego aksjomat nieagresji stanowi, iż żaden człowiek ani grupa ludzi nie posiada prawa do agresji skierowanej przeciwko jednostce lub własności drugiego człowieka. Agresja rozumiana jest jako zainicjowanie użycia, albo groźba użycia fizycznej przemocy przeciwko osobie lub jej własności. Z aksjomatu tego wyrastają wszelkie wolności obywatelskie, nienaruszalność własności prywatnej i swoboda wymiany. Największym, dominującym i głównym agresorem gwałcącym prawa jednostki, jak i jego własność, jest w myśli libertariańskiej państwo. To ono pod przymusem doprowadza do niewolnictwa na wielką skalę, jakie stanowi powszechny pobór wojskowy, masowych mordów ludności pod postacią wojen i grabieży obywateli w formie podatków. Jako że, wg libertarian, prawo moralne należy stosować zarówno wobec jednostek i grupy osób, odmawiają oni przyznania moralnej sankcji działaniom podejmowanym przez państwo, będących w gruncie rzeczy nielegalnymi i przestępczymi, bez względu na to, jaki przyświeca im cel.[2]

Świat, zgodnie z prawem naturalnym, obfituje we wszelkiego rodzaju byty, dążące do utrzymania swej egzystencji. Naturę roślin i zwierząt determinują procesy biologiczne i automatyczne instynkty. W przypadku człowieka jego przetrwanie uwarunkowane jest jego celowym działaniem opartym na odpowiednio dobranych do tego środkach. Aby przeżyć człowiek musi kooperować z innymi jednostkami, dlatego też wchodzi z nimi w relacje wszelkiej maści, generujące wzajemne na siebie oddziaływanie. W większości współpraca ta oparta jest na dobrowolnej wymianie, choć zdarzają się przypadki agresji, dążące do przymusowej kooperacji. Z prawa naturalnego i ludzkiego działania wywodzi się prawo do samoposiadania, z którego wynika, iż z faktu bycia człowiekiem każda ludzka jednostka ma bezwarunkowe prawo do posiadania samej siebie. Oznacza ono, że każdy ma uprawnienie do pełnej kontroli nad swoim ciałem, bez dopuszczania przymusowej ingerencji ze strony osób trzecich.[3]

Przetrwanie człowieka uwarunkowane jest zmaganiem się z materią i zdobyciem przez niego dóbr, które zapewnią mu egzystencję. Pozyskuje je on dzięki zawłaszczeniu ich na własne potrzeby, albo poprzez ich wytworzenie, zaprzęgając do tej czynności własne umiejętności i talenty w postaci pracy. Jednostka posiada pełne prawo do wytworu swych rąk i swej energii, gdyż są one przedłużeniem jej osobowości.[4]

Jako że nie da się niczego wyprodukować bez ziemi i surowców naturalnych, rozwiązania wymaga także problem ich własności jako środków produkcji. W świetle powyższych założeń, iż człowiek jest właścicielem swej osoby, a co z tego wynika także własnej pracy, oraz iż własność ta rozciąga się na każdy produkt jego działalności albo dobro wyjęte przez niego ze „stanu natury”, przyjąć należy stanowisko, w świetle którego staje się on także prawowitym właścicielem zawłaszczonej lub użytej do produkcji ziemi lub zasobów. Usprawiedliwia to fakt, iż zmieszał on z nimi swą pracę i przysposobił je dla dobra wspólnoty. Ponadto pozbawienie jednostki prawa do dysponowania ziemią, uniemożliwia jej w pełni posiadanie owoców pracy. Ta sama zasada analogicznie dotyczy zwierząt.[5]

Powyższe założenia implikują kolejny filar myśli libertariańskiej, a mianowicie odrzucenie istnienia w oderwaniu od jednostek, niezależnego bytu o nazwie „społeczeństwo”. Społeczeństwo w rzeczywistości stanowi jedynie określenie opisujące pozostające we wzajemnych związkach jednostki. Z tego względu niezasadnym jest przypisywanie mu cech charakterystycznych dla człowieka, takich jak dokonywanie wyborów i podejmowanie działań, a także przyznawanie jakichkolwiek praw, często sprzecznych z uprawnieniami jednostki. Z indywidualistycznego punktu widzenia, w danej sytuacji społeczeństwem są wszyscy, prócz określonej jednostki.[6]

Logiczną konsekwencją prawa do samoposiadania i prawa własności jest trzecie prawo: do wolnej wymiany i swobody umów. Osoba posiadająca swe ciało, a także dysponująca dobrami przez siebie wytworzonymi lub zawłaszczonymi, ma prawo do dobrowolnej wymiany tytułów własności do powyższych dóbr. Owa swoboda dotyczy również pracy, gdyż tak jak inne dobra, jest ona własnością działającego człowieka. System dobrowolnej wymiany, na którym opiera się gospodarka wolnorynkowa, przyczynił się do podziału pracy, wzrostu dobrobytu i rozwoju cywilizacyjnego. Każda osoba działająca w myśl jej reguł odnosi korzyć, gdyż bardziej ceni dobro otrzymane od wymienionego. To samo prawo odnosi się do instytucji dziedziczenia – spadkodawca ma nieograniczoną swobodę w dysponowaniu swym majątkiem i przekazania go komukolwiek.[7]

Wszelkie prawa człowieka są nierozerwalnie połączone z prawem własności. Takie wolności, jak wolność myślenia, słowa, pisania, wchodzenia w dobrowolne obustronnie relacje bazują na prawie do samoposiadania. Ale aby z nich korzystać, człowiek musi utrzymać się przy życiu, a więc musi mieć prawo własności do wytworów swej pracy. Prawa własności są prawami człowieka i stanowią niezbędny warunek ich realizacji.[8]

Podsumowując, libertarianin opowiada się za równym prawem każdego człowieka do posiadania własnej osoby, do własności niewykorzystanych surowców, które pierwotnie objął we władanie oraz do własności dóbr, które nabył za pośrednictwem dobrowolnej wymiany lub darowizny. Tylko pod tym względem można uznać libertarianina za egalitarystę.[9]

Niniejszy tekst stanowi rozdział pracy magisterskiej Radosława Wojtyszyna pt. „PAŃSTWO W KONCEPCJACH AYN RAND, ROBERTA NOZICKA I MURRAYA NEWTONA ROTHBARDA” obronionej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego.

<< Poprzedni rozdział

Wstęp + spis treści

Następny rozdział >>

 


[1] M.N.Rothbard, O nową wolność…, s. 45, 48 i 65

[2] Ibidem, s. 45-49. Tamże sprzeciwia się Rothbard emotywistycznej i utylitarystycznej etyce. Tej pierwszej, odwołującej się do subiektywizmu i emocjonalizmu zarzuca pozostawanie poza racjonalnym dyskursem. Tę drugą, która w dokonywaniu wyborów każe brać pod uwagę rodzaj konsekwencji, uważa za niemoralną, gdyż poprzez dążenie do maksymalizacji poczucia szeroko rozumianej powszechnej przyjemności, może ona brutalnie uderzać w jednostkę.

[3] Ibidem, s. 51-54. Tamże rozważa Rothbard także konsekwencje odmówienia człowiekowi prawa do samoposiadania: „albo (1) jakaś klasa ludzi A ma prawo do posiadania innej klasy B, albo (2) każdy ma prawo do posiadania równej cząstki każdego innego. Pierwsza możliwość prowadzi do sytuacji, w której tylko klasa A ma prawa przynależne człowiekowi, podczas gdy klasa B to w istocie podludzie, którzy na takie prawa nie zasługują. Ale, jako że w rzeczywistości są ludźmi, to pierwsza możliwość okazuje się wewnętrznie sprzeczna, gdyż odmawia części ludzi należnym ich praw naturalnych. Co więcej (…) dopuszczenie, żeby klasa A posiadała klasę B, oznacza, że ma ona prawo tę klasę wyzyskiwać, czyli pasożytować na niej. Samo to pasożytnictwo uniemożliwia spełnienie niezbędnych do życia, podstawowych ekonomicznych warunków: produkcji i wymiany.

               W przypadku drugiego rozwiązania, które można by nazwać ‘kolektywizmem partycypacyjnym’ albo ‘komunizmem’, każdy człowiek miałby prawo do posiadania równej części każdego innego człowieka. (…) Po pierwsze musimy stwierdzić, że pomysł ten zasadza się na absurdalnej idei, że każdy jest upoważniony do posiadania części każdego, ale nie ma prawa posiadać samego siebie. Po drugie, wyobraźmy sobie, jaką zdolność przetrwania miałby tak rządzony świat: świat, w którym nikt nie może podejmować żadnego działania bez uzyskania wcześniejszej zgody, a właściwie otrzymania rozkazu, od wszystkich innych. Możemy być pewni, że w takim ‘komunistycznym’ świecie nikt nie byłby w stanie robić czegokolwiek i rasa ludzka szybko by wyginęła. A skoro świat zerowego samoposiadania i stuprocentowego posiadania innych ściągnąłby na nasz gatunek śmierć, to wszelkie kroki czynione w kierunku takiego świata są również sprzeczne z prawem naturalnym, mówiącym o tym, co jest najlepszym dla człowieka i jego egzystencji na ziemi.

               Wreszcie świat ‘kolektywizmu partycypacyjnego’ nie może funkcjonować w praktyce. Jest bowiem fizycznie niemożliwe, żeby bez przerwy każdy każdego miał na oku i w ten sposób urzeczywistniał swoje prawo do posiadania cząstki każdego innego człowieka. W praktyce więc idea powszechnej i równej własności innych zostaje zastosowana tylko do wyspecjalizowanej grupy ludzi, którzy stają się tym samym klasą rządzącą. A ponieważ jakakolwiek próba ustanowienia władzy komunistycznej prowadzi automatycznie do rządów klasowych, to wracamy tym samym do sytuacji przedstawionej jako pierwsza możliwość.”.

Zob. także H.H.Hoppe, Sprawiedliwość efektywności ekonomicznej – dostępne na http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=53&content_id=165&view=full (stan na 31.V 2006).

[4] M.N.Rothbard, O nową wolność…, s. 54-57. Widać tu nawiązanie do teorii własności Locke’a. W przypadku zawłaszczonych lub wytworzonych dóbr pojawiają się analogicznie, jak w przypadku samoposiadania, dwa pozostałe, nie znajdujące uzasadnienia na polu prawa naturalnego, rozwiązania: 1) inny człowiek lub grupa ludzi ma prawo do nich prawo, 2) każdy człowiek na ziemi ma do nich prawo.

[5] Ibidem, s. 57-62. W przypadku własności ziemi również zachodzą dwa pozostałe przypadki łamiące prawo naturalne: 1) ziemia należy do określonej grupy ludzi, albo 2) ziemia należy do całego świata przez równe cząstkowe udziały w każdym akrze. Drugie rozwiązanie prócz nieetyczności jest także nieefektywne. Rothbard zaznacza również, iż ziemię jako dar Boży, podobnie jak w kwestii talentów, zdrowia czy urody, nie otrzymało abstrakcyjne i w rzeczywistości nie istniejące „społeczeństwo”, ale poszczególne jednostki. Przyjęcie opcji, jakoby to „społeczeństwo” było jej dysponentem, oznacza w praktyce, iż władztwo nad nią przysługiwałoby określonej grupie oligarchów kosztem reszty.

[6] Ibidem, s. 62-65. Rothbard uważa, że kuriozalnemu przypisywaniu społeczeństwu superpraw musi iść w parze uznanie go za superbandytę, na którym ciążą liczne winy: „Weźmy przykład Smitha, który obrabował i zamordował Johnesa. Według ‘staromodnej’ oceny to Smith jest odpowiedzialny za popełniony czyn. Według nowoczesnych (…) kryteriów odpowiedzialne jest ‘społeczeństwo’. Wygląda to na pogląd wyrafinowany i humanitarny, dopóki nie spojrzymy na problem z perspektywy indywidualistycznej. Wtedy zauważymy, że (…) wszyscy oprócz Smitha są odpowiedzialni za przestępstwo, w ich liczbie również Jones. Gdy wyrazić to jasno, wtedy widać całą absurdalność takiego podejścia. Jeśli jednak wyczarujemy fikcyjny byt o nazwie ‘społeczeństwo’, to wtedy argumentacja zyskuje pozory dorzeczności.”

[7] Ibidem, s. 65-68.

[8] Ibidem, s. 68-70. Każde prawo człowieka da się przekuć na prawo własności. Rothbard przywołuje przykład ograniczenia wolności słowa, w świetle którego zabronione jest krzyknięcie podczas seansu kinowego zwrotu „pali się!”. Analizując ten kazus w aspekcie praw własności stwierdzić należy, iż panikę owym nieuzasadnionym zwrotem „pali się!” wywołać może: 1) właściciel kina, albo 2) osoba z widowni. W pierwszym wypadku właściciel taki dopuszcza się oszustwa wobec swych klientów, którym poprzez sprzedaż biletów obiecał emisję filmu – tym samym naruszył ich prawa własności. W drugim przypadku osoba z widowni narusza prawa własności właściciela kina oraz wszystkich osób znajdujących się na widowni. Kupując bowiem bilet uzyskała wstęp na teren czyjejś własności na określonych warunkach – zobowiązała się mianowicie do nienaruszania dóbr należących do właściciela i niezakłócania zaplanowanego przez niego seansu.

[9] Ibidem, s. 68; zob. też M.Machaj, Etyka libertariańska a systemy polityczne w Zeszyty Naukowe Koła Doktryn Politycznych i Prawnych, Numer 1, Wrocław 2005, s. 65-78.

Może spodoba Ci się również...