ANARCHO-KAPITALISTYCZNA WIZJA PAŃSTWA MURRAYA N. ROTHBARDA: Natura państwa » Obiektywizm.pl

ANARCHO-KAPITALISTYCZNA WIZJA PAŃSTWA MURRAYA N. ROTHBARDA: Natura państwa

W powszechnej opinii państwo pokutuje jako instytucja usługi społecznej – często idealizowana, przyjazna człowiekowi, acz mało efektywna organizacja służąca osiąganiu społecznych zadań; natomiast zawsze w roli koniecznego środka do realizacji celów ludzkości, postrzeganego w opozycji do sektora prywatnego i często wygrywającego z nim wyścig o zasoby. Z nastaniem demokracji popularne stało się hasło głoszące, iż „państwo to my”. Zgodnie z nim, cokolwiek rząd uczyni jednostce, jest tym samym jej dobrowolnym aktem. Rothbard wykazuje, że taka personifikacja nosi cechy kuriozalności, bowiem w jej myśl wszelki dług publiczny jest dobrowolnym zadłużeniem jednostek, podatki są dobrowolnym datkiem, człowiek zamykany przez państwo w więzieniu za odmienne poglądy sam to sobie robi, a holocaust w III Rzeszy był samobójstwem obywateli niemieckich pochodzenia żydowskiego.[1]

Państwo, wg Rothbarda, charakteryzuje się dwiema cechami: zdobywaniem swych dochodów za pośrednictwem fizycznego przymusu, zwanego podatkiem, i przymusowym monopolem na dostarczanie usług ochronnych na danym terytorium, połączonym z wyłącznością podejmowania wiążących decyzji.[2] Drogą, którą władza uzyskuje swoje dochody, określana jest mianem „politycznych sposobów”, stojących w opozycji do „środków ekonomicznych” opartych na dobrowolnej wymianie i produkcji, jakimi posługuje się człowiek w celu zaspokojenia swych potrzeb. Państwo zatem to usystematyzowana, legalna, uporządkowana grabież na danym terenie, umożliwiająca pewne i bezpieczne bytowanie pasożytniczej klasy w społeczeństwie. Proceder ten wysysając dochody, uszczupla produkcję i obniża motywację producentów do wytwarzania powyżej poziomu zaspokajania własnych minimalnych potrzeb.[3]

Rynek ma zawsze pierwszeństwo przed państwem, gdyż produkcja zawsze musi poprzedzać kradzież. Z tego też powodu instytucje władzy nie powstały w efekcie jakiejkolwiek umowy społecznej, tylko w wyniku podboju i wyzysku albo wykształcenia się elit w danym społeczeństwie, także praktykujących taki proceder.[4] Utrwalona postać państwa polega więc na rządach oligarchicznych, na sprawowaniu władzy przez despotyczną elitę, której udało się przejąć kontrolę nad machiną państwową. Stan ten spowodowany został przez nierówność i towarzyszący jej podział pracy, tworzące tzw. „spiżowe prawo oligarchii”, które dotyczy każdego ludzkiego działania, oraz przez pasożytniczą naturą samej instytucji, jaką stanowi państwo. Naturalnym dla społeczności jest pojawianie się w niej liderów godnych naśladowania, uzdolnionych i energicznych, którzy posiadają też zdolność zdominowania liczniejszej grupy i życia na jej koszt. W skład elity rządzącej wchodzą pracujący w pełnym wymiarze „aparatu” władzy – królowie, politycy i biurokraci, stanowiący personel obsługujący państwo, oraz grupy, które za pomocą zręcznej manipulacji zdobyły przywileje, dotacje i inne korzyści gwarantowane przez rząd. Inaczej rzecz ujmując, można powiedzieć, iż społeczeństwo składa się z klasy płatników podatków netto i klasy uzyskującej dochód netto z przymusowych obciążeń (konsumentów podatków).[5]

Oligarchie by utrzymać się przy władzy zmuszone są posiadać poparcie większości obywateli, gdyż każdy rząd w dłuższej perspektywie musi cieszyć się sympatią ze strony rządzonych lub choć przynajmniej ich biernym przyzwoleniem i rezygnacją. W celu uzyskania takowej aprobaty państwo zatrudnia intelektualistów. Jednym ze sposobów zapewnienia akceptacji jest kreowanie pożądanych interesów ekonomicznych – do sprawowania władzy potrzebna jest liczna grupa popleczników zadowolona z posiadanej namiastki władzy, jaką uzyskała drogą nadanych przywilejów czy przydzielonych subwencji. Większościowe poparcie uzyskać można jedynie dzięki ideologicznym zapewnieniom, iż rząd jest dobry, mądry, nieunikniony i lepszy od możliwej alternatywy. Na tym właśnie polega rola intelektualistów, mających pełnić funkcję ‘opniotwórców’ w społeczeństwie, które samo z siebie nie jest w stanie stworzyć idei lub opinii. Wspomniani intelektualiści potrzebują także państwa, gdyż ich los w nie zainteresowanej ich twórczością społeczności jest niepewny. Sposoby moralnej i prawnej legitymizacji władzy były i są przeróżne. Ukazuje się ją jako wielką i mądrą, lub absolutnie konieczną ochroną przed bezprawiem panującym w nie-rządzie (w rzeczywistości rząd ma interes w zwalczaniu jednostkowych przestępców łamiących jego monopol na grabież i używanie przemocy). Charakterystycznym jest także personifikowanie ojczyzny, rozumianej wcześniej jako pewna grupa ludności zamieszkująca dane terytorium, z aparatem państwowym i doprowadzanie tym samym do pracy dla dobra i zysku rządzących. Ponadto typowym jest wzbudzanie wśród ludzi poczucia winy w przypadku wzrostu ich prywatnego dobrobytu, określane jako „samolubstwo”, „pazerność”, „materializm”, połączone z konkluzją o powinności odprowadzania zdobytych środków do sektora publicznego. Państwo obawia się również samodzielnie myślących, niezależnych jednostek, gdyż skierowana przeciwko niemu krytyka ich autorstwa może pozbawić je społecznego poparcia.[6]

Władza naznaczona jest nieustannym jej rozrostem i przekraczaniem swych granic. Mimo iż ludzie od wieków tworzyli procedury mające ograniczać państwo, ono i tak przekuwało je, dzięki intelektualistom, w prawomocność i cnotliwość swego działania – przykładem może być koncepcja boskiej suwerenności króla, która w pierwotnej formie oznaczała podporządkowanie władcy prawu boskiemu, a w efekcie stała się znakiem boskiej aprobaty dla jego poczynań, albo rozwiązania demokracji parlamentarnej mającej ograniczać absolutne rządy monarchy, ewoluujące w kierunku przyznania parlamentowi pełnej suwerenności. Wszelkie karty konstytucyjne sankcjonujące trójpodział władzy, de facto niczego nie są w stanie zmienić. Po pierwsze dlatego, iż ostatecznie interpretowane są przez samych rządzących, a po drugie, iż sądy i trybunały nadal pozostają na usługach państwa, dzięki opłacaniu ich z publicznego budżetu. Dodatkowo, tak jak wszelkie orzeczenie o niekonstytucyjności działania rządowego jest środkiem budzącym powszechną dezaprobatę, tak werdykt stwierdzający zgodność z konstytucją stanowi ogromną broń wywołującą publiczną akceptację dla wzrastającej potęgi państwa.[7]

Władza obawia się jakiegokolwiek fundamentalnego zagrożenia jego mocy i istnienia, jakie sprowadzić może atak ze strony innego państwa, albo przewrót dokonany przez poddanych. Stąd też w pierwszym wypadku czyni ona wszystko, by przekonać społeczność, iż atak na nią jest agresją na nie. Rząd urasta wtedy do rangi obrońcy ludności, co w rzeczywistości pozwala na uzyskanie społecznego przyzwolenia wobec rosnących obciążeń nakładanych na rządzonych i objęcie zwierzchności nad nowym terytorium. Faktycznie państwo jest żywotnie zainteresowane ochroną siebie, nie zaś swych poddanych, co unaocznia się w kategoriach przestępstw, jakie ściga i jakie są obwarowane najcięższymi karami – a mianowicie zdrada, dezercja, odmowa zaciągnięcia się, zamach stanu, spiskowanie, konspiracja, przestępstwa gospodarcze w formie podrabiania pieniędzy czy unikania podatków.[8] Działalność państwową na arenie międzynarodowej, głównie w stosunku do prowadzonych wojen, próbowano ograniczyć za pomocą prawa międzynarodowego, czyniącego podmiotami działań zbrojnych tylko aparat państwowy, wyłączającego z nich ludność nie zaangażowaną i umożliwiającego kontynuowanie życia gospodarczego. Jednakże rozrostowi władzy towarzyszyło przyjęcie koncepcji wojny totalnej, wprowadzającej powszechną destrukcję.[9]

Z powyższych względów historię określić można mianem wyścigu pomiędzy siłą państwa, opierającą się na przemocy i grabieży, a siłą społeczną, zbudowaną na dobrowolnej produkcji oraz wymianie dóbr i usług.[10]

Niniejszy tekst stanowi rozdział pracy magisterskiej Radosława Wojtyszyna pt. „PAŃSTWO W KONCEPCJACH AYN RAND, ROBERTA NOZICKA I MURRAYA NEWTONA ROTHBARDA” obronionej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego.

<< Poprzedni rozdział

Wstęp + spis treści

Następny rozdział >>


[1] M.N.Rothbard, Anatomia Państwa, pierwotnie jako M.N.Rothbard, Egalitarianism as a Revolt Against Nature and Other Esseys, Auburn 2000, s. 55-88 – dostępne na http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=66&content_id=86&view=full (stan na 1.VI 2006); zob. także M.N.Rothbard, Natura państwa, pierwotnie jako rozdział 22. w M.N.Rothbard, The Ethics… – dostępne na http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=66&content_id=265&view=full (stan na 1.VI 2006).

[2] M.N.Rothbard, O nową wolność…, s. 71-74.

[3] M.N.Rothbard, Anatomia Państwa. Lysander Spooner tak określił naturę władzy: „W rzeczywistości rząd (..) podobnie jak rozbójnik, rozkazuje nam ‘Pieniądze albo życie’. Większość podatków, jeśli nie wszystkie, ściągana jest pod taką groźbą.

               Oczywiście rząd nie napada ludzi na pustkowiu, nie wyskakuje z krzaków przy drodze i nie przetrząsa im kieszeni, przystawiwszy pistolet do skroni. Jednakże wcale nie przestaje być z tego powodu złodziejem i to tym bardziej podłym i godnym potępienia.

               Rabuś bierze na siebie odpowiedzialność, ryzyko i konsekwencje swojego czynu. Nie udaje, że ma jakiekolwiek prawo do twoich pieniędzy albo że zamierza ich użyć dla twojego dobra. Nie udaje, że nie jest złodziejem. Nie jest na tyle bezczelny, żeby oświadczyć, iż jest tylko ‘obrońcą’, który pobiera opłaty od uwielbiających go podróżnych, a w zamian zapewnia im ochronę, nawet jeśli jej nie potrzebują lub nie życzą sobie skorzystać z tego specyficznego systemu ochrony. Ma na tyle zdrowego rozsądku, żeby nie wygłaszać takich oświadczeń. Co więcej, zabrawszy pieniądze, zostawia cię w spokoju. Nie depcze ci po piętach wbrew twojej woli. Nie narzuca swego ‘suwerennego’ zwierzchnictwa ze względu na ‘ochronę’, którą oferuje. Nie daje ci ‘ochrony’, każąc sobie bić pokłony i usługiwać, polecając robić to czy tamto, to znów zabraniając czegoś. Nie napada cię ponownie za każdym razem, kiedy potrzebuje pieniędzy lub przyjdzie mu na to ochota. Nie nazywa cię buntownikiem, zdrajcą i wrogiem ojczyzny, nie rozstrzeliwuje cię bez litości, jeśli próbujesz podważyć jego autorytet lub odmawiasz mu posłuszeństwa. Jest zbyt przyzwoity na to, żeby dopuścić się tych wszystkich oszustw, obelg i nieprawości. Po prostu, pozbawiwszy cię pieniędzy, nie usiłuje zrobić z ciebie głupka ani niewolnika.” – cyt. za M.N.Rothbard, O nową wolność…, s. 79-80.

[4] M.N.Rothbard, Anatomia Państwa. Tamże pisze Rothbard: „Klasyczny paradygmat stanowi wstrzymanie się na chwilę podbijającego plemienia w swych uświęconych tradycją metodach łupienia i mordowania podbitego plemienia, by uświadomić sobie, iż okres plądrowania byłby znacznie dłuższy i bezpieczniejszy, zaś sama sytuacja ogólnie bardziej przyjemna, gdyby pozwolić członkom podbitego plemienia żyć i produkować, jednocześnie zaś osiedlić się pomiędzy nimi w roli władców wymagających ustalonego rocznego trybutu.”. Zob. także H.H.Hoppe, Analiza klasowa: marksizm a Szkoła Austriacka – dostępne na http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=40&content_id=108&view=full (stan na 1.VI 2006) i H.H.Hoppe, Naturalne elity, intelektualiści i państwo – dostępne na http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=66&content_id=94&view=full (stan na 1.VI 2006).

[5] M.N.Rothbard, O nową wolność…, s. 75-81.

[6] Ibidem, s. 82-100; zob. także Anatomia Państwa oraz Natura państwa, a także H.H.Hoppe, Naturalne elity… .

[7] M.N.Rothbard, Anatomia Państwa; patrz też H.H.Hoppe, Demokracja…, rozdział 13. Charls Black stwierdził: „Konstytucja w postaci spisanego dokumentu ma wiele istotnych zalet. Błędne jest jednak założenie, że same klauzule ograniczające kompetencje rządu zapobiegną nadużywaniu władzy przez dominującą partię, o ile nie wyposaży się ludzi w środki potrzebne do skutecznego egzekwowania tych ograniczeń. Partia pozostająca przy władzy (…) będzie wykorzystywała uprawnienia nadane jej przez konstytucję, ale nie będzie przestrzegała nałożonych na te uprawnienia ograniczeń. Jako główna siła i dominująca partia dla siebie nie będzie potrzebowała ochrony przed nadużyciem konstytucyjnych uprawnień (…).

               Mniejsza lub słabsza partia będzie zmierzała w odwrotnym kierunku, uznając te ograniczenia konieczne dla ochrony przed dominacją ze strony partii rządzącej (…) Ale ponieważ nie będzie w stanie zmusić rządzącej partii do przestrzegania ram konstytucyjnych, to jedynym ratunkiem okaże się sformułowanie zapisów konstytucyjnych w bardzo restrykcyjnej formie. Temu z kolei sprzeciwi się partia dominująca, opowiadając się za konstytucją liberalną, której przepisy można by łatwiej interpretować na korzyść rządzących. Naprzeciw siebie staną więc dwie koncepcje; jedna będzie sprzyjała ograniczeniu, druga – poszerzeniu kompetencji rządu. Ale jakie znaczenie będą miały ograniczające władzę zapisy konstytucyjne, jeśli partia rządząca i tak zastosuje korzystną dla siebie interpretację tych zapisów, a partia słabsza nie będzie miała środków, by przeforsować swoją koncepcję konstytucji? Wynik tak nierównej konkurencji jest przesądzony. Partia domagająca się większych ograniczeń zostanie pokonana. (…) Ostatecznym rezultatem tych zmagań będzie obalenie konstytucji (…), anulowanie wszystkich ograniczeń i przyznanie rządowi nieograniczonej władzy.

               Wprowadzenie podziału władz i zapewnienie poszczególnym rodzajom władzy wzajemnej niezależności również temu nie zapobiegnie (…). Każdy rodzaj władzy i – oczywiście – cały rząd będzie pozostawał pod kontrolą większości. Oczywiste jest, że nawet jeśli ta większość będzie rozproszona wśród różnych instancji i agend rządowych, nie zmieni to ogólnej tendencji do nadużywania władzy przez dominującą siłę polityczną.” – cyt. za M.N.Rothbard, O nową wolność…, s. 74-75.

[8] M.N.Rothbard, Anatomia Państwa.

[9] Ibidem. Tam też Rothbard zauważa kuriozalność koncepcji świętości umów zawieranych przez państwo. Umowa lub kontrakt dotyczyć może wyłącznie posiadanej własności, a państwo takową nie dysponuje – właścicielem terytoriów są poszczególne jednostki.

[10] Ibidem.

Może spodoba Ci się również...