Przeciw bezwarunkowej miłości » Obiektywizm.pl

Przeciw bezwarunkowej miłości

Autor: Paweł Jankowski
Korekta: Mateusz Błaszczyk


Bezwarunkowa miłość to jeden z najbardziej rozpowszechnionych, a zarazem najbardziej niebezpiecznych konstruktów teoretycznych. Piewcy takiego podejścia zakładają, że miłość i akceptacja drugiej osoby powinna mieć miejsce zawsze wtedy, gdy dochodzi do interakcji z subiektywnie postrzeganym „bliskim”. Bez względu na to, czy ten „bliski” jest pełną cnót, uczciwą i produktywną jednostką – czy zwykłym łajdakiem dopuszczającym się haniebnych czynów. Na poparcie swojego stanowiska apologeci bezwarunkowej miłości zazwyczaj przywołują zasadę, że należy oddzielić człowieka od jego czynów: czyny potępiać, ale zachować szacunek i miłość do bliźniego.

Już na tym etapie argumentacja na rzecz bezwarunkowej miłości wykazuje się niespójnością, ponieważ człowieka nie można oddzielić od jego czynów, poglądów, przekonań i wierzeń. Ta cała materia jest integralną częścią naszego człowieczeństwa i konstytuuje naszą osobowość. Postawienie granicy pomiędzy człowiekiem a jego czynami, poglądami i wierzeniami oznaczałoby w praktyce pokochanie próżni: odrzucenie lub zignorowanie wszystkich najważniejszych składowych ludzkiej tożsamości. Dlatego nie można oddzielić złodzieja od kradzieży, prostytutki od sprzedawania godności, lekarzy i pielęgniarek od ratowania ludzkiego życia, a Roberta Lewandowskiego od strzelania bramek.

 

Miłość bezwarunkowa, jak sama nazwa wskazuje, nie stawia żadnych warunków. Wobec braku jakichkolwiek warunków, które należy spełnić, aby być pokochanym, taką samą miłością może być obdarzona przydrożna prostytutka i wspaniała kobieta. A system aksjologiczny, w ramach którego każdy jest kochany tak samo, jest systemem nie tylko utopijnym, lecz także z gruntu nieuczciwym.

Nieuczciwości takiego systemu nie zamierzam dowodzić, bo uważam to za oczywiste i jestem przekonany co do inteligencji Czytelnika.

Utopijność bezwarunkowej miłości wynika przede wszystkim z charakteru miłości jako takiej. Pewien mądry ksiądz powiedział mi kiedyś, że miłość to przede wszystkim odpowiedzialność za drugiego człowieka, pod czym podpisuję się obiema rękami. Żaden człowiek nie ma tak olbrzymich zasobów, aby ponosić odpowiedzialność za całą ludzkość, dlatego miłość jest ze swej natury rarytasem i przywilejem, na który mogą liczyć nasi najbliżsi i najwspanialsi ludzie.

Kocham swoich bliskich nie bezwarunkowo, lecz za bardzo konkretne dokonania. Rodziców – za nieustanne wsparcie i wpojenie systemu wartości, starszego brata – za pomocną dłoń i pomoc w przejściu przez różne kryzysy, kobietę – za to samo. Innych bliskich, których nie wymieniłem – za to samo. Pozostałym ludziom oferuję życzliwość i elementarny szacunek, pod warunkiem, że ludzie ci nie dadzą mi powodów, abym z tej życzliwości i szacunku zrezygnował.

 

Znacie te przypadki uśmiechniętych i zaprzyjaźnionych z całym osiedlem panów, którzy po przekroczeniu progu własnego domu wprowadzają terror, piją na umów i katują żonę? Kojarzycie z telewizji tego sympatycznego rzecznika narodu, który broni w Polsce demokracji, ale nie płaci alimentów na własne dzieci ? Pamiętacie z lekcji historii Robespierre’a, który w imię miłości, równości i braterstwa wysłał tysiące ludzi na śmierć? Albo komunistów, którzy w obronie klasy robotniczej strzelali do robotników? Papieży, którzy w imię miłości do bliźnich wysyłali ludzi na śmiercionośne krucjaty? Hipisów, którzy kochali całą ludzkość, a nie potrafili stworzyć dojrzałych, opartych na bliskości rodzin?

Tak, oni wszyscy mieli lub mają na ustach miłość do ludzkości. Tyle w kwestii teorii. W praktyce sprowadza się to do tego, że kto próbuje kochać wszystkich, ten w najlepszym wypadku zaniedba tych, których kochać powinien. A w najgorszym – zaserwuje ludzkości morze krwi. Dobrymi chęciami jest piekło brukowane (oczywiście z tym piekłem to tylko metafora).

 

Na szczęście współczesny świat, wraz ze swoimi rynkowymi mechanizmami i globalizacją, coraz częściej pozwala pokojowo współpracować nawet z tymi, których nigdy nie widzieliśmy na oczy i do których, z oczywistych względów, nie można żywić żadnego dojrzałego uczucia. To dzięki tym zasobom, a nie dzięki kaznodziejom bezwarunkowej miłości, może być budowany pokój między ludźmi.

Życzę Ci, czytelniku, abyś nigdy nie wpadł na naiwny pomysł pokochania ludzkości. Jej wystarczy szacunek. Dojrzałe i szczere uczucie lepiej zachowaj dla tych, którzy na nie zasłużyli.

Może spodoba Ci się również...